Czym Jest dla mnie PREPPING – Transkrypcja wywiadu

[Opracowana z pomocą Notebooklm i chatGPT na podstawie nagrania audio]

https://youtu.be/6Gh5HdVbzwQ

Niedawno miałem okazję udzielić wywiadu trzem studentkom, które realizują projekt na zajęcia z „etnografii komunikacji”, projekt który bada pewną grupę społeczną – w tym wypadku preppersów.

Transkrypcja wykonana z pomocą AI, stąd mogą pojawić się drobne literówki i błędy, których ChatGPT nie wychwycił – jak jakiś fragment jest bardzo niezrozumiały, dajcie znać – poprawię ręcznie.

Myślę, że pokazałem nieco odmienne podejście do preppingu niż 2 skrajności (traktowanie tego jak zabawę/paranoję albo przesadnie poważnie, jako cel życiowy) – ilu preppersów rzeczywiście zgadza się z moim podejściem? Nie wiem, ale chętnie podyskutuję – byle merytorycznie, bez udowadniania na siłę swoich racji.

Transkrypcja sformatowana w formie dialogu, dla łatwiejszego czytania.

Zapraszam do lektury i inspiracji.

Wywiad

Wstęp – Jak prepping łączy się z mindfulness i zdrowiem psychicznym

Studentki:
No to tak, zaczynając, to po pierwsze mega Ci dziękujemy, że się zgodziłeś i w ogóle bardzo fajnie, że na żywo, bo w zasadzie jesteś jedynym respondentem, z którym widzimy się na żywo, więc bardzo fajnie. No i tak zaczynając, to możesz opowiedzieć w kilku zdaniach, kim jesteś, czym się interesujesz, tak też poza preppingiem, czym się zajmujesz?

Wiktor:
No to ogólnie jestem Wiktor i poza preppingiem, no ogólnie takim głównym moim zainteresowaniem przez ostatnie dwa, trzy lata to właśnie tematyka survivalu, bushcraftu i w tym prepping. Ale poza tym też mocno interesuję się tematem psychologii, na przykład bardzo od takiej strony praktycznej, mindfulness, i w tym temacie też zahaczając o zdrowe odżywianie i powiązane ze zdrowiem tematy, bo to też się moim zdaniem mocno łączy z survivalem. Poza tym marketing, technologia AI i trochę programowania. Dotychczas jako programista pracowałem i taką pracę typowo online miałem.

Studentki:
Mhm. Dobra, a to w ogóle możesz też przy okazji powiedzieć, jak według Ciebie mindfulness i właśnie to dbanie o zdrowie łączy się z preppingiem, bo to w ogóle mega…

Wiktor:
Ogólnie, bo prepping, survival — jakby od tego zacznę — bo survival to wielu osobom się kojarzy albo z wychodzeniem do lasu, przygotowywaniem się na trudne czasy, ale wiele osób albo traktuje to jako głupotę czy zabawę, albo bardzo w drugą stronę, w skrajność: przygotowywanie się na wojnę, koniec świata, zawalenie się systemu. Ale survival to jest jakby każda sytuacja, w której coś poszło niezgodnie z planem i mamy utrudnione przetrwanie. Więc teoretycznie to, że poza miastem telefon nam się rozładuje i się zgubimy, to już jest jakaś sytuacja survivalowa — bardzo prosta, ale też bardzo częsta.

I na przykład choćby fakt, żeby mieć zawsze ze sobą wodę w butelce, to już jest coś, co pomaga przetrwać, i to jest jakby też taki najprostszy przykład w sumie prepping’u, żeby być przygotowanym. Ja tu mam taką małą torbę przy pasie, no mam podstawową apteczkę i takie rzeczy, które na co dzień się nie przydają, ale jak będzie sytuacja, gdzie potrzeba plastrów, bandaża, płynu do dezynfekcji czy czegoś, no to to już jest coś, co warto mieć, nawet jak się nie używa.

No a tak na większą skalę, żeby przeżyć, to też dobre samopoczucie, dobre zdrowie psychiczne, kondycja są rzeczami, które mocno ułatwiają przetrwanie, więc warto w spokojnych czasach dbać o to, żeby być zdrowym, zdrowo się odżywiać, mieć motywację do działania i dobrze sobie radzić.

Studentki:
Fajnie. Dobra, to jak zaczęła się w ogóle Twoja przygoda z preppingiem i ile już trwa, i jak to wygląda?

Wiktor:
To znaczy z samym preppingiem takim typowo, żeby się przygotowywać też na większe kryzysy, to myślę, że pół roku, rok. A wcześniej to zawsze było tak, żeby mieć przy sobie wodę, naładowany telefon, powerbank. Jak gdzieś w góry jadę, to z papierową mapą zawsze, bo jest bardziej niezawodna od kompasu. Więc w takim sensie, żeby mieć latarkę, baterie, mapę, no to w sumie od dziecka, bo też z rodzicami dużo po górach jeździłem i zawsze w domu było te kilka latarek, jakieś baterie zapasowe.

Więc w jakimś takim podstawowym stopniu od zawsze to było częścią mojego życia, ale tak, żeby świadomie, to te pół roku, rok. Survivalem trochę dłużej, ale to z początku bardziej jako zabawa — żeby wyjść do lasu, gdzieś biwakować — a nie stricte w stronę przygotowań.

Studentki:
Yhm. Okej. Dobra. A w sumie jeżeli chodzi o takie motywacje, to może: czy prepping zaspokaja u Ciebie jakieś takie potrzeby? Co on Ci daje?

Wiktor:
No tak dość ogólnie mogę zacząć od tego, że w razie jakiegoś nawet mniejszego kryzysu, czyli dajmy na to, że się pochorowałem i muszę wyjść do sklepu na zakupy, to mając jakiś zapas, mam ten komfort, że nie muszę zimą, kiedy jest zimno, ja się słabo czuję, jestem chory — co wprawdzie rzadko się zdarza — ale jednak w tym wypadku mam składniki, żeby sobie pełnowartościowy, smaczny posiłek zrobić bez potrzeby wychodzenia do sklepu nawet przez kilka dni.

Więc to już jest taka pierwsza rzecz, która daje ten komfort psychiczny i wygodę, że właśnie jak mam gorszy dzień czy gorszy czas, gdzie choruję czy coś, to wtedy mam spokój, że nie muszę wychodzić do sklepu, myśleć o tym, co kupić, tylko mam przygotowane różne rzeczy. I czy chcę zrobić sobie kaszę, czy nie wiem, naleśniki z dżemem owocowym, to mam rzeczy, żeby to zrobić bez potrzeby wyjścia do sklepu.

Studentki:
Mhm. Okej.

A to w takim razie nazwałbyś prepping swoim hobby, czy jest to już raczej pasja, czy już takie mocniejsze stwierdzenie, że to Twój styl życia?

Wiktor:
Bardziej chyba styl życia, bo jako hobby to survival bym bardziej nazwał — też umiejętności, które kiedyś były potrzebne, dziś są znacznie mniej potrzebne, przynajmniej dopóki wszystko jest dobrze z systemem. No bo już na przykład na Ukrainie, gdzie wojna jest w tych terenach przyfrontowych, tam już pewne rzeczy survivalowe są pewnym niezbędnym elementem do przeżycia.

Ale póki co w Polsce, jak mamy takie czasy, to ten prepping jest bardziej stylem życia — tak, żeby być spokojnym i się nie martwić o to, co czas przyniesie.

Studentki:
Okej. A to może tak jeszcze zapytam w takim razie: jakie sytuacje kryzysowe uważasz za takie najbardziej prawdopodobne? No bo rozumiem, że z tego, co mówisz, to przygotowujesz się bardziej na takie codzienne rzeczy, jak zachorowanie.

Wiktor:
To znaczy nie tylko na takie, ale takie rzeczy też są moim zdaniem ważne po prostu, żeby nie patrzeć na to z perspektywy, że prepping to jest tylko przygotowywanie się na wojnę czy blackout. No bo jeśli pytasz o takie sytuacje, które są najważniejsze czy na jakie się przygotowuję, najbardziej realne, no to poza takimi osobistymi właśnie jak zachorowanie, strata pracy czy coś tego typu, to z takich większych najbardziej prawdopodobny wydaje mi się blackout, awaria sieci energetycznej. Bo to jest coś, co wiele osób ignoruje, ale jest to pewne realne zagrożenie.

Co uważam za najważniejsze w preppingu

Studentki:
Okej, dobra.

Okej. A jakie działania uważasz za takie najważniejsze w tym przygotowaniu? Na przykład zapasy, czy może jednak jakieś umiejętności, czy jakieś umiejętności medyczne, coś takiego?

Wiktor:
Znaczy wydaje mi się, że tu najważniejsza nie jest jedna umiejętność, tylko raczej zbalansowane posługiwanie się wszystkimi, no bo każda z tych rzeczy jest ważna. Bo zapasy jedzenia będą dobre, ale cokolwiek się stanie — nie wiem, pożar mieszkania chociażby — już mogę stracić te zapasy i wtedy bez umiejętności niewiele zdziałam. Z kolei mając same umiejętności, a nie mając w ogóle zapasów, no to jakakolwiek sytuacja się zdarzy, już jestem wystawiony na próbę i większe ryzyko. Więc myślę, że każda z tych rzeczy jest ważna. Tylko niektóre bardziej, inne mniej, ale że na wszystkim powinno się przynajmniej w podstawowym stopniu skupić.

Studentki:
Okej. A jakie Ty rozwijasz konkretnie umiejętności?

[W tym artykule poznasz 3 nieoczywiste umiejętności, które uważam za bardzo istotne w survivalu.]

Wiktor:
Najbardziej zdatności takiej typowo przetrwań, no to zdobywanie żywności, tu pod kątem roślin jadalnych szczególnie. To jest też dość ciekawy temat, którym się zajmuję i to na zasadzie, że jak gdzieś idę na spacer czy coś, to próbuję wypatrywać i notować, że tu na przykład jakaś roślina, nie wiem, pokrzywa chociażby. Czasem trochę zbiorę, a czasem sam fakt, żeby to zauważać, i potem w razie czego wiem, że jestem w stanie w miarę sprawnie — nie o każdej porze roku, bo zimą ciężej — ale wiosną, latem, jesienią bardzo sprawnie mogę zdobyć niezbędną ilość pożywienia dla siebie.

To tu jedna rzecz. Inna to gromadzenie zapasów, czyli też właśnie w razie kryzysu, żeby nie było tej konieczności, żeby od razu iść do lasu czy poza miasto, tylko żeby jednak mieć jakąś rezerwę i ją łączyć z dodatkowym zdobywaniem pożywienia.

Co jeszcze? Umiejętność rozpalania ognia czy szerzej dbanie o komfort termiczny. No bo sam ogień nie jest niezbędny. Do tego są też inne metody, żeby zapewnić sobie ciepło, bo jednak organizm człowieka cały czas wytwarza ciepło i jeśli umiejętnie to zaizolujemy, na przykład ciepłym ubraniem, kocem, no to to sprawi, że niekoniecznie będzie nam potrzebne ognisko, żeby komfortowo przeżyć.

Studentki:
Mhm. A oprócz tej apteczki, bo wspominałeś, że masz taką apteczkę przy sobie i nosisz ją na co dzień, to jakieś inne elementy przygotowania nosisz też właśnie na co dzień?

Wiktor:
Krzesiwo i zapalniczkę, więc do rozpalania ognia. Mam nóż składany, niewielki, którego na co dzień bym nie używał, bo wolę jednak nieskładane narzędzie, porządne, ale ten nóż jest mały, mało miejsca zajmuje, a w razie czego też będzie pomocny.

Co mam jeszcze? Filtr do wody. To jest coś, co nie waży dużo, bo około 60 gramów, może 80, nie wiem nawet, ale to jest coś, co w razie czego, w ostateczności pozwala nawet wodę z kałuży wypić i mogę mieć pewność, że tam praktycznie nie będzie bakterii, wirusów czy pasożytów.

Skąd czerpię wiedzę na temat preppingu

Studentki:
Okej. To mega ciekawe. W ogóle trochę chciałyśmy też podpytać, skąd w ogóle czerpiesz wiedzę na temat prepping’u, jak się przygotowywać. Czy to bardziej internet i właśnie grupki na Facebooku, czy jakieś książki, kursy? I jak oceniasz w ogóle wiarygodność tych źródeł?

Wiktor:
Znaczy z różnych źródeł się uczę. Zaczynałem od internetowych, no bo YouTube jest najłatwiej dostępny i za darmo, szybko można zdobyć podstawową wiedzę. Ale na dłuższą metę, kiedy chcę się bardziej w temat zagłębić, to już jest trochę za mało. I raczej w internecie jest bardzo dużo rzeczy podstawowych, takich ogólnych, które jak w pewnym momencie się opanuje, to się w kółko to samo widzi.

Na grupach facebookowych można trafić na sporo ciekawych materiałów, bo są osoby, które na przykład specjalizują się w grzybach leczniczych. I wtedy taka osoba, chcąc pozyskać jakieś osoby na płatne kursy stacjonarne, często dzieli się częścią swojej wiedzy za darmo. I wtedy z postów takiej osoby można całkiem sporo się dowiedzieć na tym podstawowym poziomie, bo też jakbym chciał się w dany temat bardziej zgłębić, to i tak by to było za mało.

Do tego też jakieś różne książki, aczkolwiek przy książkach też jest różnie, bo bardzo dużo książek jest bardzo ogólnych. Mam dwie książki — jedną przeczytałem na początku swojej przygody z survivalem i ta książka mi dużo dała na wstępie. Teraz już po czasie uważam, że nie poleciłbym początkującym tej książki. A przeczytałem inną, która wydawała się, że będzie czymś nowym, a w zasadzie mówi dokładnie o tym samym, tylko jest minimalnie inna perspektywa.

No i też najważniejsza rzecz to samodzielna praktyka, bo jednak z teorii, czy z filmów, czy z książek można zobaczyć, jak ktoś to robi. A póki się tego nie zrobi samemu, to jest zupełnie co innego. A ucząc się samemu, też się popełnia błędy i na tej podstawie się uczy i zdobywa się własne doświadczenie, które jest dużo cenniejsze od samej wiedzy.

Przetrwanie – indywidualnie czy w grupie?

Studentki:
Dobra. A jeżeli chodzi o całą tę społeczność preppersów, bo robiąc nasz własny research i też prowadząc już tutaj któryś kolejny wywiad, zauważyłyśmy, że zdania są podzielone. Jedni uważają na przykład, że prepersi tworzą raczej taką grupę i że zazwyczaj ma to najwięcej sensu, jak są zjednoczeni, że tak powiem. Ale są też tacy prepersi, którzy zdecydowanie wolą indywidualistyczne podejście i że są po prostu podzieleni. I tam też, jeżeli chodzi o wiedzę, to się gdzieś trochę przekomarzają, kto ma więcej tej wiedzy, kto mniej. I po prostu — jak z Twojej perspektywy, jako osoby, która jesteś na tych różnych grupkach i dłużej to obserwujesz — jak byś stwierdził, czy rzeczywiście są jakieś podziały i jak to wygląda?

Wiktor:
Znaczy takiego podziału bardzo wyraźnego, bezpośredniego raczej nie dostrzegam. Aczkolwiek to, co mówisz, że zdania są podzielone, to tak — i to się przejawia często w komentarzach czy jakimś podejściu.

Aczkolwiek z mojej perspektywy, jeśli o moje zdanie pytasz, to na pewno indywidualnie, samemu działając, jest dużo ciężej. W grupie jest znacznie łatwiej i to też ewolucyjnie jest uwarunkowane. No bo człowiek dawniej, jak działał samemu, to miał małe szanse, na przykład przy polowaniu. A działając w grupie łatwiej było zdobyć pożywienie — człowiek mógł nawet polować na dużo większe od siebie zwierzęta.

I jakby to działanie w grupie już ewolucyjnie jest mocno zakorzenione, że człowiek potrzebuje współpracy, potrzebuje ludzi. Więc w razie większego kryzysu uważam, że bez grupy szanse byłyby bardzo małe. Aczkolwiek taką grupą może być na przykład rodzina czy ewentualnie rodzina i sąsiedzi w pobliżu.

A indywidualnie warto mieć pewne ogólne umiejętności, żeby nie być też całkowicie zależnym od grupy, czyli żeby nie było tak, że tylko jedna osoba w grupie zna się na medycynie i potrafi udzielić pierwszej pomocy. Tylko podstawy powinien mieć każdy, żeby był w stanie działać niezależnie od grupy. Ale na dłuższą metę jednak ta grupa jest potrzebna przy większym kryzysie.

Studentki:
Okej. A trochę taki offtop, ale w sumie jestem ciekawa, bo nie znalazłyśmy żadnej grupy na Facebooku, jeżeli chodzi o prepersów, tak typowo na przykład z Wrocławia. Były jakieś inne grupki z różnych innych miejsc, ale po prostu — może czy Ty znasz, masz kogoś tutaj we Wrocławiu? Osobiście?

Wiktor:
Nie, osobiście nie.

Studentki:
Okej.

Wiktor:
Raczej dotychczas też mocno indywidualnie działałem. A jeżeli z innymi, to głównie w rodzinie — namawiam rodziców, żeby nieco bardziej do tych zapasów podeszli. Ale dotychczas mama na przykład od zawsze robi przetwory, jakieś dżemy, pomidory do słoików i tego typu rzeczy, więc to już jest jakiś element przygotowania.

U taty — rodzice są po rozwodzie, więc mieszkają osobno — tata z jednej strony sceptycznie na to patrzy, ale z drugiej nie jest na to zamknięty. Więc zakłada, że jak ja się tym zajmę, to dla niego nie ma problemu, żeby zapas kaszy czy innych rzeczy, które na co dzień jedzą w domu, zrobić.

Nierozumienie preppingu przez społeczeństwo

Studentki:
Okej. A spotkałeś się może w takim razie kiedykolwiek z jakimś takim niezrozumieniem, wyśmiewaniem się ze strony osób, które niekoniecznie siedzą w tym preppingu?

Wiktor:
Dość często. Tak. Tylko bardzo często jest to takie żartobliwe, bo ja na przykład też jestem zwolennikiem nieprzetworzonej żywności, więc nie kupuję liofilizatów, jakichś batoników. Raczej zakładam, że właśnie kasze, ryż, suszone mięso – takie mięso sam sobie przyrządzam.

Kupuję w Dino, w masarni, mięso, zasypuję solą — tydzień takie mięso leży w soli w lodówce. Potem po tygodniu się otrzepuje z tej soli. Już w tym momencie mięso ma jakieś 30% mniej masy, bo cała woda wycieka z mięsa. Potem na sznurku takie mięso w lodówce wisi jeszcze na trzy do ośmiu tygodni.

I takie mięso po wysuszeniu jest fajne, bo można je przechowywać poza lodówką. Termin ważności jest bardzo długi. Ono już nie pleśnieje — jest zasolone i nie ma wody, więc nie pleśnieje, nie gnije, można jeść je na surowo.

Na przykład jeżdżąc w góry, jak wielu znajomych — też z harcerstwa — kupuje batoniki, jakieś wafle ryżowe, nie wiem, chałwę czy jakieś ciastka z dodatkiem białka, bo teraz jest taka moda, żeby na etykietach pisać, że coś ma dużo białka, to oni biorą takie rzeczy, a ja mam zawinięte w kawałek materiału kawałek mięsa. No i już choćby z czegoś takiego się śmieją, że to jest specyficzna rzecz, bardzo nietypowa.

Studentki:
Okej, dobra.

Wiktor:
No zazwyczaj spotykałem się z tym raczej w takiej trochę żartobliwej formie, aczkolwiek nadal jest to pewne niezrozumienie.

Studentki:
Okej. No dobra. A w ogóle czujesz się bezpieczny w dzisiejszym świecie?

Wiktor:
Na ogół tak. Aczkolwiek jakby był większy kryzys, dłuższy, typu wojna czy coś takiego, to na pewno nie zostawałbym w dużym mieście. Bo jednak z obserwacji tego, co się dzieje teraz w innych rejonach, na Ukrainie, ale też w wielu miejscach na Bliskim Wschodzie, gdzie od dawna są wojny liczne, widać, że w mieście jest znacznie mniej bezpiecznie niż na wsi.

Więc w razie wojny na pewno wiem, że uciekałbym na wieś do taty, bo na wsi jest bezpieczniej. Poza tym tam z rodziną też jest bezpieczniej — jest już jakaś grupa. W pobliżu są też sąsiedzi. Sąsiad na przykład jest rolnikiem i ma krowy, i te krowy na pastwisku, no to w razie wojny zawsze współpraca się opłaci, bo jakieś źródło pożywienia będzie.

A w mieście mogą różne szajki powstawać, jak będzie kryzys. Miasta są też zawsze podczas wojny pod ostrzałem, więc w mieście jest dużo mniej bezpiecznie. I tu uważam, że najlepiej raczej na wieś się wycofać. Każdy, kto ma taką możliwość, też warto, żeby w takiej sytuacji, póki się da, przeniósł się na wieś.

Jak wyobrażam sobie świat za 10 lat

Studentki:
Dobra. A jak wyobrażasz sobie w ogóle świat za 10 lat i czy te Twoje działania są jakoś odpowiednie do tych wyobrażeń?

Wiktor:
No ciężko powiedzieć, bo jest tak wiele różnych zmiennych, tak wiele rzeczy się zmienia, że to, co teraz mogę sobie wyobrazić, przez te 10 lat może się zmienić w takim stopniu, że pojawi się tyle dodatkowych czynników, a obecne się zmienią, że szansa na to, że wymyślę sobie jedno wyobrażenie i ono będzie trafne, jest bardzo niewielka.

Więc raczej patrzę na to nie z perspektywy tego, gdzie będzie świat za 10 lat, tylko kierunków, w jakich może pójść przez te 10 lat. Bo chociażby kwestia technologii — z jednej strony jest coraz więcej technologii, które zatrzymują ludzi online i w izolacji, i to może prowadzić do tego, że życie jeszcze bardziej się przeniesie do strefy online, cyfrowej. Tak jak teraz — coraz rzadziej płaci się gotówką, a częściej kartą — i to jest jedna rzecz.

Ale z drugiej strony coraz więcej ludzi ma mniejsze zaufanie do państwa, do systemu, i trzymają na przykład gotówkę na wszelki wypadek. Gdyby zabrakło prądu, banki przestały działać, żeby nie zostać bez oszczędności.

I choć ta jedna rzecz może sprawić, że albo za 10 lat będziemy bardziej uzależnieni od technologii, żyć bardziej w cyfrowym świecie — może nawet do tego stopnia, że nie będzie już sklepów stacjonarnych i wszystko będziemy kupować online — to z drugiej strony ten brak zaufania ludzi może sprawić, że za te 10 lat bardziej będziemy cenić relacje społeczne na żywo, wychodzenie do ludzi i kontakty twarzą w twarz, a nie online.

I to są już dwie dość skrajne wizje świata. A tych zmiennych, które mogą na to wpłynąć, jest dużo więcej, bo poza technologią wiele innych rzeczy wchodzi tutaj w grę.

Plecak ucieczkowy

Studentki:
Mhm. Dobra, nie zapytałyśmy, a w sumie to też ważne z perspektywy naszego kierunku. Czy masz jakieś konkretne marki, z których korzystasz, na przykład robiąc zapasy albo ogólnie przygotowując się? W sensie na przykład — czy masz w ogóle plecak przygotowany na wypadek jakiejś sytuacji kryzysowej? Można w tę stronę zapytać?

Wiktor:
Dosłownie plecaka, że spakowanego i gotowego, nie mam. Aczkolwiek dobrze wiem, w którym miejscu w mieszkaniu mam rzeczy potrzebne w razie ewakuacji i jestem w stanie w dwie do pięciu minut taki plecak spakować.

Plecak raczej mam taki turystyczny, którego często używam też, jak w góry jadę. Nie mam osobnego. Ten plecak jest duży, więc mam te dwie do pięciu minut, żeby spakować najbardziej niezbędne rzeczy. I w razie czego, jeśli mam czas, to mogę jeszcze pomyśleć, co do niego dorzucić.

Poza takim najmniejszym zestawem mam też nieco większy wariant — wiem, że jakbym miał się wycofać do taty, to wiem, ile to jest kilometrów, ile dni na to mniej więcej potrzebuję i znam swoją kondycję. Więc wiem, że plecak dla mnie nie musi ważyć pięć, sześć kilo — spokojnie nawet z dwudziestokilowym plecakiem dam radę.

Dzięki temu mogę sobie pozwolić na to, żeby na przykład wziąć do takiego plecaka dodatkowe dwa kilo namiotu, który daje bardzo duży komfort w nocy. Trasę mam, jak to liczyłem z mapą, około 150 kilometrów, już z uwzględnieniem omijania miast, żeby nie przechodzić przez miasta. No i to jest około 150 kilometrów — trzy dni intensywnego marszu. Wiem, że to jest dystans, który z małym plecakiem bez problemu pokonam, z cięższym będzie ciężej, ale jest to wykonalne.

Studentki:
Okej. A te marki — masz jakieś konkretne, z których korzystasz?

Wiktor:
Konkretnych nie mam. Raczej korzystałem z różnych sklepów, ale w dużej mierze patrzę na to, żeby mieć rzeczy jakościowe. I tu na przykład, jak mogę, to bardziej nie pod prepping, a pod survival.

Toporek, siekierkę, sam zrobiłem. Na OLX-ie za dwie dychy kupiłem jakąś starą głownię — ten metalowy element siekiery — która była zardzewiała, w starym, słabym stanie. Ale to była stara siekiera, robiona w kuźni, nie nowoczesnymi metodami, więc to była dobrej jakości stal, porządny materiał.

Poświęciłem trochę czasu, żeby usunąć rdzę, naostrzyć, zaimpregnować i dorobić trzonek. I wtedy jakby małym kosztem finansowym, kosztem trochę swojego czasu, mam porządne narzędzie.

Podobnie teraz, jak myślę na przykład o kupnie saperki — znowu bardziej pod bushcraft — jako przydatnego narzędzia, to też myślę, żeby brać ją od jakiejś kuźni, gdzie ktoś wykonuje to nieprzemysłowo. To ma duży wpływ na jakość narzędzia, a to jest według mnie bardzo ważne.

Jakie 5 rzeczy zabrałbym do plecaka ucieczkowego?

Studentki:
Dobra, fajnie. Yyy… no okej, to w zasadzie z takich zasadniczych pytań to by było wszystko. Teraz mamy takie zadanko — tak to się nazywa — yyy, technika projekcyjna. I generalnie przeczytam Ci wprowadzenie do takiej sytuacji, powiedzmy trochę kryzysowej. I podkreślam, że nie Ty jesteś bohaterem, tylko to jest ktoś podobny do Ciebie, ale Ty jakby będziesz musiał podjąć pewne decyzje.

No więc wyobraź sobie, że w całym kraju doszło do nagłego blackoutu. Nie działa prąd, sieć komórkowa ani internet. Sklepy są zamknięte, bankomaty też nie działają. Po dwunastu godzinach pojawiają się informacje, że sytuacja potrwa co najmniej trzy dni. W okolicy dochodzi do zamieszek i podpaleń po zamknięciu sklepów. Bohater uznaje, że bezpieczniej będzie się ewakuować. Musi zabrać ze sobą jeden plecak.

No i pierwsze pytanie: jakie pięć rzeczy pakujesz jako pierwsze i dlaczego właśnie te? To w sumie też odnosząc się do tej sytuacji, o której wspomniałeś.

Wiktor:
No to na pewno zapas wody, bo to jest potrzebne — to byłaby jedna rzecz. Jakiś niewielki zapas pożywnego jedzenia. I tu totalnie nie patrzyłbym na wartość odżywczą pod kątem witamin, więc nie brałbym warzyw, raczej właśnie suszone mięso czy coś, co ma dużo białka i tłuszczu, żeby mieć energię na ewakuację. Bo to też są trzy dni, a wartości odżywcze po czasie można uzupełnić już po dotarciu w bezpieczne miejsce.

Studentki:
Mhm. Co jeszcze poza tym?

Wiktor:
No swój podstawowy zestaw — tylko nie wiem, czy go liczyć jako jedną rzecz, jak mam tego typu torby. Tak czy inaczej, myślę, że na pewno ta apteczka. Folia NRC to jest coś też bardzo przydatnego.

I w sumie to są takie trzy rzeczy, które by mi wystarczyły. Aczkolwiek jak ma być pięć, to jeszcze muszę się chwilę zastanowić, bo…

Studentki:
Spoko, to może ja przejdę do kolejnego. To nawet nie musi być pięć. Takie najpotrzebniejsze generalnie nam chodziło, bo niektóre osoby nawet nie mieszczą się w tych pięciu, więc…

Wiktor:
No to do tego dodałbym na przykład koc wełniany albo śpiwór. Raczej śpiwór lżejszy, bo jednak będę musiał dwie noce spędzić w terenie. Taki ciepły śpiwór daje dużo większy komfort i pomaga się wyspać.

Studentki:
Mhm. Okej. No dobra.

Wiktor:
Myślę, że coś jeszcze bym znalazł takiego, co byłoby…

Studentki:
Dobra, to nie trzeba. Jak to są takie najpotrzebniejsze, to starczy. No i czego najbardziej bałbyś się, że może Ci zabraknąć po 24 albo 48 godzinach?

Czego najbardziej bałbym się w czasie ewakuacji?

Wiktor:
To też jest ciężko powiedzieć, bo wody trochę bym miał w swoim zestawie. Mam filtr do wody, więc wodę bez problemu też bym pozyskał. Szczególnie że o ile na dłuższą metę woda z miasta mogłaby być szkodliwa — bo ruszą zanieczyszczenia — to patrząc na to, że to tylko dwa, trzy dni drogi, myślę, że to nie byłoby coś problematycznego.

Szczególnie że żyjąc w mieście i tak oddycha się spalinami i wszystkim innym, więc te trzy dni niewiele zmienią, jeśli chodzi o picie wody z gorszego źródła. Najbardziej chyba bałbym się tego, że zabraknie mi informacji — że się zgubię, zabłądzę albo spotkam kogoś nieprzyjaźnie nastawionego.

Studentki:
Okej.

Wiktor:
Aczkolwiek to też są rzeczy, których da się w miarę uniknąć.

Jak zacząć z preppingiem (dla osoby totalnie zielonej)

Studentki:
Dobra, w porządku. I teraz jeszcze takie pytanie. Z naszej perspektywy jesteś totalnym ekspertem od tematu. I chciałyśmy zapytać, że gdyby była osoba, która chciałaby teraz zacząć się tym interesować i gdzieś tam wpadłaby w tę tematykę, to co byś jej doradził? Z jakich źródeł powinna skorzystać jako pierwszych? Od czego najlepiej zacząć?

Wiktor:
Jeśli chodzi o źródła, to jeżeli ktoś by mnie pytał, zakładam, że traktuje mnie jako eksperta i wie, że znam temat. W takim wypadku najlepszym źródłem jest bezpośrednia rozmowa z kimś, kto ma doświadczenie.

Taka osoba poza tym, że opowie o własnych doświadczeniach, może też lepiej zrozumieć sytuację osoby początkującej. Natomiast ja na pewno zacząłbym od najprostszych rzeczy — takich, które mogą pomóc na co dzień.

Czyli nie skupiałbym się od razu na przygotowaniach na blackout czy wojnę, tylko chociażby na tym, żeby zawsze mieć przy sobie pół litra wody, termos — teraz jest zimno, więc ja na przykład mam herbatę — oraz podstawową apteczkę. I nie mówię tu o pełnoprawnej apteczce, tylko o takich rzeczach jak plastry, płyn do dezynfekcji, ewentualnie bandaż. Chustę trójkątną można sobie totalnie odpuścić, bo da się ją zaimprowizować.

Podstawowa apteczka, zapas wody — to już jest jeden element przygotowania. Drugi to źródło światła. To jest coś, co często się może przydać. Niby każdy ma telefon z latarką, ale telefon może się rozładować. Wiele osób ma z tym problem, bo intensywnie korzysta z telefonu. Więc albo powerbank, albo dodatkowe źródło światła w postaci ręcznej latarki czy czołówki. Ja w swoim zestawie też mam latarkę i to już daje komfort, że jak się nie zdąży przed nocą do domu, to ma się światło.

Oczywiście to też zależy od tego, gdzie kto mieszka, bo w mieście mamy latarnie prawie wszędzie i komunikację miejską, więc to nie jest aż taki problem. Ale na wsi czy w mniejszych miejscowościach, jak ktoś się zgubi, to taka latarka daje bardzo dużo.

To są rzeczy pod codzienne sytuacje — takie, że zawsze coś może się wydarzyć. Dalej: podstawowy zapas jedzenia. Na przykład ja bardzo lubię kaszę gryczaną i dość często ją jem, więc zamiast mieć trzy kilogramy, które się raz w tygodniu uzupełnia, warto zrobić większy zapas.

Nie chodzi o popadanie w skrajność, ale o to, żeby zamiast kupować co tydzień kilogram, kupować dwa albo trzy i po kilku tygodniach mieć na przykład dziesięć kilogramów zapasu, które leżą gdzieś z tyłu szafki. Chodzi o to, żeby zacząć wyrabiać nawyk — że zawsze mam zapas — i dopiero później dokładać kolejne elementy.

Bo wiele osób popełnia błąd, że od razu kupuje filtr do wody, agregat prądotwórczy, gotowy plecak ucieczkowy. To jest w dużej mierze marketingowy absurd, bo plecak ucieczkowy powinien zawierać rzeczy, o których wiesz, że będą Ci potrzebne i z których potrafisz korzystać.

Więc gdybym miał coś doradzić osobie początkującej, to właśnie zaczęcie od takich podstawowych, najprostszych rzeczy.

Studentki:
Okej. No to w zasadzie od nas tyle. Czy Ty chcesz jeszcze sam od siebie coś dodać, czego nie poruszyliśmy? Bo z naszej strony to by było wszystko.

Komfort psychiczny w razie blackout (czy innego kryzysu, np. lockdown’u)

Wiktor:
Ciężko powiedzieć, czy coś na pewno. To, co już wspominałem, to fakt, że bardzo interesuje mnie łączenie survivalu ze zdrowym trybem życia. I tutaj trzeba pamiętać, że w sytuacji kryzysowej samopoczucie psychiczne też będzie mocno wystawione na próbę.

Jest wiele takich rzeczy, o których się w ogóle nie myśli w kontekście przygotowań. Na przykład posiadanie w domu gier planszowych. Ja co prawda mieszkam sam we Wrocławiu, ale wiele osób mieszka z rodziną albo z partnerem czy partnerką. W sytuacji, gdy nie ma prądu i nie można „zanurzyć się” w telefonie, dobrze mieć jakąś aktywność, która pozwala się zrelaksować, zintegrować i odreagować stres. To jest mało oczywista rzecz, ale daje bardzo duży komfort psychiczny w razie kryzysu.

Takich nieoczywistych elementów jest zresztą dużo więcej. Temat jest bardzo szeroki i warto przynajmniej w podstawowym stopniu rozumieć na przykład podstawy medycyny naturalnej, w sensie ziołolecznictwa. W sytuacji kryzysowej dostęp do leków może być ograniczony, więc dobrze znać absolutne podstawy. Nie chodzi o to, żeby być ekspertem, ale na przykład mieć w domowej biblioteczce książkę na ten temat. To już daje punkt wyjścia. A jeżeli kryzys trwałby dłużej, to zawsze można się dalej douczyć.

Zakończenie

Studentki:
To prawda. Okej, to chyba wszystko.

Studentki:
Ja mam jeszcze jedno pytanie, bo nie wiem, czy wspomniałeś, a przydałoby nam się to do cytatów. Ile masz lat?

Wiktor:
23, w styczniu.

Studentki:
Okej, dobra. No to rzeczywiście wszystko od nas. Bardzo Ci dziękujemy jeszcze raz za przyjechanie. To była chyba najbardziej merytoryczna rozmowa. I fajnie, że twarzą w twarz, bo wszystkie inne wywiady miałyśmy online.

Wiktor:
Wydaje mi się, że to też zależy od tego, na kogo się trafi. Nie wiem, z osobami w jakim wieku rozmawiałyście, ale z mojego doświadczenia wynika, że osoby ze starszych pokoleń często są mniej chętne do dzielenia się wiedzą. Bardzo często pewne rzeczy uznają za oczywiste i jedynie słuszne, nie uwzględniając innych perspektyw.

Mam wrażenie, że młodsze pokolenie częściej akceptuje to, że jego sposób myślenia jest tylko jednym z możliwych światopoglądów, a niekoniecznie jedynym właściwym. I przez to łatwiej jest spojrzeć na temat z innej strony.

Studentki:
Na pewno jesteś najmłodszy ze wszystkich, z którymi rozmawiałyśmy. U starszych osób często spotykałyśmy się z krytyką w stylu: „dzisiejsza młodzież nie potrafi rozpalić ogniska”. Jest na przykład taki kanał na YouTubie „Partyzanci Lubelszczyzny” — merytorycznie bardzo fajny, ale podejście jest często takie, że młodzież w ogóle nic nie potrafi.

Studentki:
Albo padały pytania typu: „Czy wiecie, jak wygląda maska przeciwgazowa?”. Jakieś takie bardzo konfrontacyjne podejście.

Wiktor:
No tak. Ja na przykład wiem, że są różne rodzaje masek przeciwgazowych, do różnych zastosowań, ale nie potrafiłbym teraz powiedzieć dokładnie, jakie. Natomiast to jest coś, czym akurat muszę się zainteresować, bo mieszkam na Złotnikach i w pobliżu są zakłady chemiczne.

W razie wojny takie zakłady są celem strategicznym. Trasa mojej ewakuacji prowadziłaby tuż obok nich. Gdyby doszło tam do pożaru albo uwolnienia jakichś substancji — nie wiem dokładnie, jaka chemia jest tam wykorzystywana — to po prostu by się tym oddychało.

W moim przypadku maska ma więc sens i jest czymś realnie potrzebnym. Ale ktoś, kto mieszka z dala od zakładów chemicznych, w ogóle nie musi takiej maski posiadać. I to jest właśnie przykład tego, że przygotowania zawsze powinny być dopasowane do konkretnej sytuacji.

Studentki:
No właśnie, my też doszłyśmy do wniosku, że w porównaniu z innymi rozmowami było tu dużo więcej konkretu. Bardzo Ci dziękujemy za to, że udało się odejść od tematów światopoglądowych czy politycznych, bo one w zasadzie w ogóle nie były nam potrzebne.

Studentki:
Więc tak — chyba wszystko. Chociaż mam jeszcze jedno pytanie, już bardziej z ciekawości. Czym dokładnie jest projekt, do którego zbieracie te wywiady?

Studentki:
Przedmiot nazywa się etnografia komunikacji. Mamy zbadać konkretną grupę społeczną — w naszym przypadku osoby związane z preppingiem. Jesteśmy w trójkę w grupie, więc musiałyśmy zrobić sześć wywiadów albo dwa grupowe, ale uznałyśmy, że w tym temacie lepsze będą indywidualne rozmowy. Na ich podstawie musimy napisać raport, a dodatkowo przygotować tak zwaną etnografię wizualną, czyli krótki film pokazujący, jak wizualnie wygląda styl życia takich osób.

Studentki:
Jeśli miałbyś ochotę podesłać nam jakieś materiały — zdjęcia albo filmiki — to bardzo by nam się przydały.

Wiktor:
Myślę, że mogę coś podesłać. Mam kanał na YouTubie — do tej pory bardziej w tematyce survivalu, ale planuję też zahaczać o prepping. Na razie dopiero zaczynam, więc nie wszystko naraz.

Studentki:
Jasne, to na luzie. Jakbyś coś podesłał, to super.

Wiktor:

Czyli Wasz projekt w dużej mierze bada konkretną grupę społeczną — w tym wypadku preppersów?

Studentki:
Tak, dokładnie. Chodzi o wnioski, obserwacje, sposób komunikacji, styl życia.

Wiktor:
A ta część wizualna — ona będzie później gdzieś publicznie dostępna?

Studentki:
Raczej niepublicznie. Najprawdopodobniej wrzucimy film na YouTube jako niepubliczny link, żeby nie tracić jakości przy wysyłaniu prowadzącej. Ale jeśli będziesz chciał, to oczywiście możemy Ci podesłać link.

Wiktor:
Chętnie, z ciekawości. I raport też możecie mi podesłać, jeśli będzie taka możliwość.

Studentki:
Jasne, nie ma problemu.

Wiktor:
Ja z kolei chciałbym zapytać, czy nagrywałyście rozmowę i czy byłaby opcja, żebym dostał nagranie. Ewentualnie mógłbym je później wykorzystać na YouTubie albo w formie transkrypcji na blogu.

Studentki:
Pewnie, nie ma problemu. Nagrałyśmy to dyktafonem, więc plik da się udostępnić — możemy wysłać go mailem. Przez Messengera raczej się nie da, ale mailowo jak najbardziej.

Wiktor:
Super. Ja też mogę podesłać linki do swoich materiałów, chociaż na razie to głównie filmy „gadane”, więc wizualnie może tam nie być zbyt dużo. Ale zdjęcia jak najbardziej mogę wybrać i przesłać.

Studentki:
To byłoby super.

Wiktor:
Mogę na przykład sfotografować swoje zapasy, jak to wygląda, albo narzędzia — chociażby tę siekierę, o której mówiłem.

Studentki:
O, to by było świetne. A bloga też możesz podesłać?

Wiktor:
Na razie blog jest niepubliczny. Chcę go jeszcze dopracować.

Studentki:
Okej, bardzo fajnie. To koniecznie wspomnij o tym, jak będziesz chciał — z naszej strony będzie taka mała reklama.

Wiktor:
Nie ma problemu. W takim razie ja podeślę maila z informacjami i materiałami, a później poproszę też o raport i wizualizację.

Studentki:
Dobrze, nie ma żadnego problemu. Bardzo dziękujemy.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry