Czym jest Odpowiedzialność
Tydzień temu prowadziłem pierwsze warsztaty survivalowe dla klienta. Bardzo pozytywne emocje, uczestnicy zadowoleni, na koniec dostałem pozytywną opinię (bardzo konkretną)… i tyle widać na pierwszy rzut oka… jeśli pomyślałeś, że to oznacza, że jestem, tfu “profesjonalistą”, że miałem farta, albo że mam do tego talent, to z tego tekstu dowiesz się, jak to wyglądało z mojej strony.

Silny stres przed warsztatami
Na miejsce warsztatów musiałem dojechać pociągiem, byłem 5h przed czasem (żeby rozeznać teren i wybrać najlepsze miejsce do warsztatów). w około godzinę ogarnąłem wszystko, co trzeba było, mam 4h w zapasie… i tu zaczęła się odzywać podświadomość.
Stopniowo pojawił się i narastał niepokój, który przeszedł w paniczną potrzebę ucieczki. Dosłownie, moja podświadomość szeptała mi, żeby uciec, wsiąć w pociąg i zrezygnować z poprowadzenia warsztatów. Stawianie oporu temu uczuciu tylko je potęgowało. Usiadłem na kamieniu, w spokojnym miejscu kawałek od szlaku. Zamknąłem oczy i skupiłem się na oddechu, pozwalając wybrzmieć tej instynktownej panice.
Gdy ciało nieco się uspokoiło, zacząłem zadawać sobie pytania dotyczące tej obawy. “Z jakimi nieprzyjemnymi sytuacjami z przeszłości kojarzy mi się to, co czuję?”, “Dlaczego potrzebuję czuć tą panikę?” i inne w tym stylu… słucham jakie myśli podsuwa podświadomość w odpowiedzi na te pytania. Zadaję pytania pogłębiające. Wędrówka po własnym umyśle trwa. Łącznie zajęło to z 20-30 minut. Doszedłem do ciekawych wniosków, a paniczna potrzeba ucieczki całkowicie znikła. Został tylko stres, który jednak był teraz sojusznikiem – pomagał się skupić na zadaniu.
Ciekawi Cię, z czego wynikał mój lęk? Czytaj dalej, a może to co piszę rezonuje z Tobą? Daj znać w komentarzu lub na priv.
Dlaczego moje ciało reagowało panicznym stresem?
Wędrując po swoim umyśle doszedłem do kilku ogólnych wspomnień, związanych z domem rodzinnym i szkołą. Jedno z nich (nie pamiętam dokładnie okoliczności) było takie, że w klasie wyszedłem z inicjatywą, podczas gdy inni bali się zgłosić na ochotnika… z tym że przez to inni się ze mnie naśmiewali (co dla dziesięcioletniego mnie było sporym bólem), drugie wspomnienie dotyczyło domu i moich obowiązków, gdzie jedno z rodziców zawsze musiało się o coś przyczepić (np. dlaczego dostałem czwórkę z niemieckiego, a nie piątkę? Zawsze było jakieś ale, zawsze coś mogłem zrobić lepiej…) Widzisz pewną zależność?
Oba powyższe wspomnienia (które nie były pojedyńczymi sytuacjami, takie i podobne zdarzały się regularnie) nauczyły młodszą wersję mnie jednego – podejmowanie działania wiąże się z ryzykiem krytyki, wyśmiania itp… więc lepiej nie podejmować żadnego działania, wiecznie planować, do przesady skupiając się na szczegółach (czy przypadkiem nie zapomnę o czymś, przez co narażę się na krytykę ze strony innych)
Podświadomość powtarzała ten schemat, by mnie chronić przed ośmieszeniem, problem w tym że podświadomość nie dostrzega upływu czasu, nie widzi że jestem już dorosły i nie jestem zależny od aprobaty rodziców czy nauczycieli.
Odpowiedzialność, konsekwencje i kary to trzy różne kwestie
Było jeszcze jedno wspomnienie, które dotykało problemu od innej strony. Od dziecka uczymy się (rodzice, szkoła), że trzeba być perfekcyjnym, za błędy są kary albo ocena leci w dół… tymczasem w rzeczywistości ważniejsze od perfekcji jest działanie i poprawianie (nauka na własnych błędach).
Gdyby ocenić moje warsztaty tak, jak się to robiło w szkole, zasłużyłbym na 2+
…Jednak mój klient ocenił te warsztaty jako rewelacyjne!
Skąd taka rozbieżność? Szkoła patrzy na dopasowanie się do schematu… A pod tym względem poszło niezgodnie z planem, było sporo błędów i niepowodzeń …mój klient chciał się dobrze bawić. Ważne były emocje, atmosfera i moje podejście.
I tu przechodzimy do tytułowej odpowiedzialności. Odpowiedzialność to reagowanie na rzeczywistość, dostosowywanie się do warunków. Warsztaty nie poszły zgodnie z planem? Zamiast się usprawiedliwiać czy tłumaczyć, podjąłem konkretne decyzje, przedłużyłem pierwszy blok warsztatów, a drugi zastąpiłem rozpalaniem ognia krzesiwem. Efekt? Uczestnicy są zadowoleni, nawet nie zauważyli, że coś poszło niezgodnie z planem (poza klientką, z którą wcześniej ustalałem szczegóły – wiedziała, co było w planach)

Nie uczymy się odpowiedzialności, tylko posłuszeństwa
Niestety, od małego jesteśmy uczeni, że odpowiedzialność to to samo co konsekwencje i kary, a to przecież 3 totalnie odmienne rzeczy.
Jako ludzie mamy tendencję mówić, że ważne są twarde fakty, liczby… w ogóle wszystko lubimy sprowadzać do policzalnych rzeczy. Różne oferty licytują się ceną, ilością funkcji, ilością gratisów, ilością benefitów itp… a dla człowieka najważniejsze jest poczucie zrozumienia, zaufanie i pozytywne wspomnienia (nawet jeśli klient mówi, że ważna jest dla niego ilość zdobytej wiedzy…)
Zamiast oceniać się przez pryzmat tego, co wiesz, gdzie byłeś, co potrafisz, ile masz lat doświadczenia spójrz na siebie przez pryzmat tego, jak czują się przy tobie ludzie, na których Ci zależy (nieważne czy mówimy o sytuacjach biznesowych czy prywatnych).
Oczywiście, mogłem nawiązać współpracę z roszczeniowym klientem, ale tego typu klienta unikam (wierzę w prawo przyciągania, więc trafiam na pozytywnych i przyjaznych ludzi), nie biorę każdego zlecenia na ślepo.
I Wam także życzę, byście trafiali tylko na wartościowych ludzi, wartościowych znajomych, klientów, szefów i przełożonych.
Wnioski po pierwszych warsztatach
Po warsztatach wyciągnąłem kilka istotnych wniosków, uwzględniłem sugestie uczestników – więc kolejne Warsztaty Procarskie są już bardziej dopracowane.
Jeśli chciałbyś zorganizować integrację dla firmy, urodziny dla dzieci czy wydarzenie dla rodziny, zachęcam do zobaczenia mojej propozycji, jest to świetna integracja, również międzypokoleniowa (link do oferty)
Do napisania w kolejnym artykule!